niedziela, 13 kwietnia 2014

„Adapt or die”. Siła argumenty z równi pochyłej!

Argument z równi pochyłej jest oczywiście najsłabszym z argumentów w debacie nad eutanazją i jej dopuszczalnością, ale gdy czyta się kolejne doniesienia o kolejnych ofiarach, to trudno do niego nie wrócić. Ostatnio brytyjskie media poinformowały o nauczycielce sztuki, która popełniła wspomagane samobójstwo w szwajcarskiej klinice Dignitas, bo... „miała dość walki ze współczesnym stylem życia”.

Kobieta, którą mediach przestawiano wyłącznie za pomocą imienia Anne, jak wyjaśniła w wywiadzie dla „Sunday Times” była zaniepokojona dehumanizacją i komercjalizacją życia, odczuwała, że media społecznościowe i komputery niszczą relacje międzyludzkie, a także była zmartwiona tym zanieczyszczeniem powietrza i przeludnienie w miastach. - Mówią zaadaptuj się lub giń. W moim wieku czułam, że nie mogę się zaadoptować, bowiem nowa era nie jest tą, do rozumienia której zostałam wychowana. Widzę jak wszyscy idą na skróty. Cała rzeczywistość w starym stylu przestaje istnieć – opowiadała kobieta w wywiadzie.

I właśnie dlatego wybrała drogę na skróty do śmierci, zgłaszając się do Society for Old Age Rational Suicide (Soars), której założyciel pomógł jej załatwić własną śmierć w klinikach Dignitas. I aż trudno komentować tej wybór. Jedno jednak nie ulega wątpliwości: pani Anne jest nieodrodną córką kultury współczesnej, którą tak mocno potępia. Jej wybór jest drogą na skróty, ucieczką od odpowiedzialnością i dowodem na to, że współczesna kultura, którą – słusznie – tak bardzo krytykuje nie jest w stanie ukształtować herosów, a jedynie tchórzy, którzy uciekają przed cierpieniem, bólem, zaangażowaniem, którzy nawet w umieraniu wybierają drogę na skróty.


Historia ta boleśnie uświadamia również, że eutanazja staje się już całkowicie akceptowalnym wyborem. Wyborem, który możemy podejmować z każdego powodu, a także wyborem (o tym być może później), który mogą za nas podejmować inni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz