wtorek, 23 września 2014

To nie seks oralny szkodzi, a niewierność!

- Seks oralny szkodzi zdrowiu – donosi „Gazeta Wyborcza”, powołując się na onkologów. Ale w sensie ścisłym nie jest to prawda. Zdrowiu szkodzi bowiem niewierność małżeńska. I to trzeba powiedzieć zupełnie wprost.

Punktem wyjścia tekstu w „Gazecie Wyborczej” jest informacja o tym, że wzrasta, wśród niepalących i niepijących młodych osób liczba zachorowań na nowotwory głowy i szyi. Ich przyczyną jest zaś zmiana obyczajów seksualnych Polaków, a konkretniej seks oralny, za pomocą którego przenosi się wirus HPV. - Można więc powiedzieć, że seks oralny nie jest bezpieczny, niesie ze sobą ryzyko raka - podkreśla Stanisław Góźdź, dyrektor ŚCO. 

Z tą opinią trudno oczywiście polemizować, ale warto ją uściślić. Otóż warto pamiętać, że HPV jest wirusem niewierności małżeńskiej. Jeśli bowiem ktoś przez całe życie miał(a) jednego/jedną partnerkę, i dla której był(a) on(a) jedynym/jedyną partnerką, to w zasadzie nie powinien zachorować na nowotwory związane z HPV. Jednym słowem wierność chroni przed rakiem (a przynajmniej przed częścią jego form). 

Krzyki, pohukiwania, oskarżenia o oszołomstwo i katotaliban nie mogą tego zmienić. Wierność jest zwyczajnie elementem zdrowego trybu życia, a małżeństwo najlepszą jego gwarancją. Warto o tym pamiętać, zamiast zakrzykiwać dość oczywiste fakty opowieściami o talibach i biedakach, co to tylu rzeczy nie mogą.

Tomasz P. Terlikowski

niedziela, 4 maja 2014

Warto słuchać Weigla! „Nazizm, stalinizm, aborcjonizm mają wspólne źródła”

Ta sama doktryna, która uznaje pewne życia za „niewarte życia”, która leży u podstaw ludobójstwa nazistowskiego i stalinowskiego jest także źródłem holokaustu aborcyjnego i ruchu eutanazyjnego – podkreśla George Weigel.

George Weigel przemawiał podczas międzynarodowej konferencji pro life w Rzymie. I właśnie w jej trakcie przypomniał, jak dramatyczne skutki dla państwa i praw ludzkich ma uznanie przez państwo, że jakaś część jego obywateli może zostać pozbawiona prawa do życia, czyli fundamentalnego prawa człowieka.

- Jeśli jakieś państwo wyrzuca część członków wspólnoty ludzkiej – na przykład nienarodzonych – poza przestrzeń wspólnej troski i obrony prawnej, wówczas nikt nie jest już bezpieczny, bowiem nikt nie ma praw, których państwo mogłoby zawiesić – mówił amerykański teolog i filozof, co odnotował portal LifeSiteNews. - Rezultaty tego odrzucenia fundamentalnego prawa człowieka, jakim jest prawo do życia, były takie same zarówno w niemieckim narodowym socjalizmie jak i marksizmie-leninizmie: a było nim ludobójstwo – dodał Weigel.


Amerykański myśliciel dodał także, że jest „pewną tajemnicą” dlaczego zachodnie demokracje tak szybko zapomniały lekcję dwudziestowiecznych systemów totalitarnych i zliberalizowały swoje prawa odnośnie aborcji i eutanazji. - To trzeba powiedzieć, i to bez najmniejszego wahania, absolutnie fałszywa idea, że życie części osób jest mniej wartościowe niż życie innych i mniej godne prawnej i kulturowej obrony, jest fundamentem zgody na aborcję w naszych krajach, a obecnie zaraża politykę społeczną wobec starszych, na drugim końcu spektrum życia – dodał Weigel.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Co wie nawet dziecko, a nie wiedzą polscy biskupi!

- Naprawdę potrzebujecie watykańskiego kardynała, żeby odpowiedział na to pytanie – powiedział do dziennikarzy LifeSiteNews kard. Francis Arinze. I dodał, że odpowiedź na to pytanie zna nawet dziecko.

- Czy to naprawdę jest trudne pytanie? – zastanawiał się kardynał Arinze. I dodawał, że jeśli ktoś ma wątpliwości w tej sprawie powinien udać się do szkoły i zapytać o to dzieci przygotowujące się do Pierwszej Komunii.

- Wyjaśnij im problem – mówił kardynał. - One zapytają: co to jest aborcja? A ty odpowiadając nie używaj eufemizmów, ale powiedz im, że jest to zabicie dziecka przed narodzinami w łonie matki. A potem zadaj im pytanie, czy osoba, która wspiera zabijanie takich dzieci może przystępować do Komunii? - mówił kardynał. Odpowiedź może być tylko jedna, i taka też – gdy pewien proboszcz zadał takie pytanie – była. - Nie, nie może – krzyczały dzieci w jednej ze szkół. - Te dzieci nie studiowały teologii dogmatycznej na Katolickim Uniwersytecie Ameryki ani na Gregoarianie w Rzymie, ale wiedziały, że zabijanie nienarodzonych jest złe – dodał kardynał.

Szkoda tylko, że to, co jest jasne i oczywiste dla pierwszokomunijnych dzieci, nie jest takie dla hierarchów polskiego Kościoła. Na razie bowiem politycy, a mówię o tych, którzy określają się mianem katolików, którzy opowiedzieli się za zabijaniem niepełnospranych dzieci, i których głosami odrzucono ustawy całkowicie zakazujące zabijania i zabijania dzieci niepełnosprawnych, nadal mają się świetnie. Prezydent Bronisław Komorowski, który otwarcie zapowiedział, że jeśli nawet Sejm przyjmie ustawę zakazując aborcji eugenicznej to on ją zawetuje, też nie ma najmniejszych problemów z przyjmowaniem Komunii... A przecież dla każdego, nawet bez studiów teologicznych, jest chyba oczywiste, że zabijanie jest złe... Tyle, że w Polsce nic z tego nie wynika.


„Traktujmy zło jak zło”. Kardynał o komunii dla proaborcyjnych polityków!

Kapłani powinni zdecydowanie odmawiać Komunii Świętej politykom, którzy wspierają aborcję – podkreśla kard. Christian Tumi, emerytowany arcybiskup Douala w Kamerunie.

- Aborcja jest zbrodnią. Tak, zbrodnią. To jest naprawdę morderstwo. Nie ma co do tego wątpliwości – podkreśla kardynał. I właśnie dlatego trzeba odmawiać komunii politykom wspierającym zbrodnie. - Trzeba traktować zło jak zło – podkreślał hierarcha. - Jeśli ktoś tkwi w grzechu cięzkim nie może przyjąć Komunii – dodał.


Hierarcha zaznaczył też, że zasada ta nie jest bronią przeciwko proaborcyjnym politykom, ale zastosowaniem jasnego nauczania Kościoła w praktyce. - Jeśli nie spełniasz warunków, to nie Kościół ci odmawia Komunii, ale ty sam jej sobie odmawiasz – zaznaczył kard. Tumi. I dodał, ze jeśli sprawa jest publiczna, polityk otwarcie opowiada się i wspiera zbrodnię, to on jako kapłan i każdy inny duchowny ma obowiązek odmówić mu Eucharystii. 

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Iran też wymiera! Polityki antynatalistyczne przynoszą dramatyczne skutki

Parlament Iranu zastanawia się nad całkowitym zakazem sterylizacji jako metodą nad podniesienie spadającej dzietności narodu. Politycy chcą także ograniczyć dostępność aborcji i antykoncepcji.

- Jeśli tak dalej pójdzie, to w krótki czasie staniemy się krajem ludzi starszych – ostrzegał jeszcze w październiku ajatollah Ali Khamenei. - Dlaczego niektóre pary preferują posiadanie jednego czy dwójki dzieci? Dlaczego mężczyźni i kobiety stosują różne środki, żeby uniknąć posiadania dzieci? Nie jesteśmy krajem na 75 milionów ludzi, ale takim, który spokojnie może pomieścić 150 milionów, jeśli nie więcej – uzupełniał.

I nie były to tylko narzekania duchownego, ale zasygnalizowanie całkiem realnego problemu. Wskaźniki dzietności dramatycznie spadły w Iranie, i to w ciągu zaledwie jednego pokolenia. W 1980 roku przeciętna Iranka rodziła 7 dzieci, obecnie wskaźnik ten wynosi 1.9 dziecka. Co więcej 80 procent mężatek stosuje antykoncepcję (to najwyższy wskaźnik na całym Bliskim Wschodzie).


Przyczyną tego spadku była antynatalistyczna polityka szyickich władz. Te ostatnie, choć po przejęciu władzy w roku 1979 zniosły zapisy Szaha Mohammada Rezy, który wprowadził wszystkie procedury planowania rodziny do Iranu, to nigdy nie zakazały antykoncepcji. Po wojnie z Irakiem zaczęły one wspierać duże rodziny, ale bardzo szybko – gdy działania te przyniosły skutki – wycofały się z tych programów, a nawet wprowadziły nowe rozwiązania prawne, które miały wywierać presję na kobiety, by te nie rodziły więcej niż trójki dzieci. Władze zniosły większość prawnych udogodnień dla dużych rodzin i zaczęły coraz ostrzej promować małodzietność. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Irański przyrost naturalny spadł dramatycznie, i teraz próbuje się go odbudowywać, choćby przez promowany zakaz sterylizacji czy ograniczenia w dostępności aborcji i antykoncepcji.  

piątek, 18 kwietnia 2014

„Skrócenie procesu umierania”. Belgijscy lekarze chcą likwidować pacjentów bez ich zgody!

„Skrócenie procesu umierania” - to nowy eufemizm, którym belgijscy eutanaziści zaczęli określać procedurę podawania śmiercionośnych zastrzyków pacjentom w stanie krytycznym. Procedura ta, zadaniem belgijskich lekarzy, nie powinna przy tym – i to wyjaśnione jest zupełnie wprost – wymagać świadomej zgody pacjenta.

Stanowisko takie znaleźć można w oświadczeniu dotyczącym zakończenia intensywnej opieki medycznej wydanym przez Belgijskie Stowarzyszenie Intensywnej OpiekiMedycznej zamieszczonym w „Journal of Medical Care”. I właśnie z tego tekstu można wyczytać, jeśli przebić się przez urzędniczo-medyczną nowomowę, zgodę na to, by w imię skracania cierpienia (którego unikanie ma być głównym zadaniem lekarzy) możliwe było podawanie zastrzyków kończących życie także pacjentom, którzy nigdy nie wyrazili na to zgody, i którzy nie są w stanie wyrazić jej obecnie.

W oświadczeniu tym zupełnie wprost sformułowana jest opinia, że „skrócenie procesu umierania za pomocą podania środków przeciwbólowych w dawkowaniu wyższym niż konieczne do zatrzymania cierpienia, jest nie tylko akceptowalne, ale wręcz w wielu przypadkach pożądane”. Procedura taka, co też mocno podkreślają lekarze, może być wskazana nie tylko wówczas, gdy chory odczuwa realny dyskomfort czy ból, ale także wówczas, gdy „może to poprawić jakość umierania”. „Takie podejście może również pomóc rodzinie towarzyszyć choremu w procesie umierania” - zapewniają belgijscy lekarze.

W ten sposób sformułowana została opinia, że zabicie pacjenta jest nie tylko moralne, ale wręcz może zostać uznane za medycznie wskazane i konieczne, a także może odbywać się z korzyścią dla rodziny. Oczywiście w oświadczeniu znajduje się także odpowiedni punkt, w którym podkreślone zostało, że zabicie pacjenta nie powinno być traktowane jako jego zabicie, ale jako „humanitarny akt towarzyszenia pacjentowi w jego umieraniu”.


Zapewnienia, że decyzje o zabiciu pacjenta powinny być podejmowane przez grupy eksperckie, złożone nie tylko z lekarzy, a także, że rodzina powinna być informowana o całej procedurze, a nawet uczestniczyć w procesie podejmowania decyzji, nie powinna przesłaniać bolesnej prawdy o tym, że na naszych oczach część środowiska medycznego (oświadczenie nie jest bowiem napisane przez bioetyków, a przez praktykujących lekarzy) zapewnia, że zabijanie pacjentów może zostać uznane za cel lekarzy... I nie tylko usprawiedliwione, ale uznane za część opieki medycznej.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rzeź staruszków w Szwajcarii!

Trzy tysiące osób zostaje zamordowanych – na własne życzenie – w Szwajcarii. Najczęstszym powodem jest „zmęczenie życiem”, które – w formie depresji – dopada coraz większą liczbę osób starszych w całej Europie.




Te dane, jakie przytacza amerykański bioetyk Wesley J. Smith, robią wrażenie. A zrobią jeszcze większe, gdy uświadomimy sobie, że oznacza to, iż dziennie w klinikach wspomaganego samobójstwa zabija się dziesięcioro pacjentów. Proceder ten ładnie nazywa się eutanazją, czy procedurą leczniczą, ale jego jedynym celem jest zabicie człowieka. Uczciwiej byłoby więc mówić o tym, że kliniki Dignitas to zwyczajne mordownie, a pracujący w nich specjaliści to zabójcy. Tyle, że my w Europie wypracowaliśmy już skuteczne metody maskowania prawdy o tym, co się dzieje, okłamywania samych sobie i przekonywania, że mordowanie pacentów przez lekarzy to postęp. I nie dotyczy to tylko Szwajcarii.