środa, 14 stycznia 2015

Pigułka śmierci. Trochę wiedzy wystarczy, by nie dać się okłamywać



- Ellaone nie ma działania wczesnoporonnego – zapewniają kolejni eksperci. A za nimi tę bzdurę (tak to trzeba nazwać) powtarzają rozpalone celebrytki (celebryci też, bo jak słusznie wskazała Agata Puścikowska jedyną grupą, która na tych tabletkach skorzysta będą faceci – ja bym dodał rozpustni faceci) i politycy. Problem polega tylko na tym, że aby sfalsyfikować tę tezę nie trzeba być lekarzem, a wystarczy jedynie minimalna znajomość kobiecego cyklu. Tej jednak antykopcjoniści są pozbawieni, choć wciąż opowiadają o konieczności edukacji seksualnej. Dla nich więc krótka lekcja kobiecej płodności.

Drogie Oświecone Panie i Drodzy Oświeceni Panowie. Otóż gdyby było tak, jak opowiadają eksperci, że pigułka Ellaone działa tylko zatrzymując czy opóźniając owulację, to byłaby ona wysoce nieskuteczna. A powód jest niezmiernie prosty, otóż kobieta może zajść w ciążę nie tylko, gdy stosunek odbył się krótko przed owulacją (wtedy rzeczywiście pigułka opóźnia ją), ale z również w trakcie owulacji, i kilka dni po niej. Mechanizm zatrzymania owulacji nie może więc być przyczyną „zapobiegania ciąży” w obu ostatnich przypadkach. A jeśli nie działa wtedy zatrzymanie owulacji, bo do niej doszło, przed – jak to ładnie określają „eksperci” – „niezabezpieczonym stosunkiem”, to jej opóźnienie nic nie da, bo już jest po zawodach. I co wtedy? Odpowiedź jest prosta, i jeszcze kilka lat temu można ją było przeczytać w polskich ulotkach, ale ostatnio informacja ta znikła (choć, jeśli chwilę poszukać, to błyskawicznie można ją znaleźć na stronach angielskojęzycznych). Otóż w takiej sytuacji działa mechanizm, który przeciwdziała zagnieżdżeniu się zarodka w wyściółce macicy. A to oznacza, że poczęte już dziecko zostaje usunięte z organizmu matki i w ten sposób zabite. 

Na rynku polskim tę informację raczej się ukrywa. A powód jest niezmiernie prosty. Otóż po pierwsze pigułki wczesnoporonne w Polsce, zdaniem choćby prof. Andrzej Zolla, przy obecnie obowiązującym prawie powinny być zakazane w ogóle, bowiem nasz system chroni życie od poczęcia. Drugi powód jest równie oczywisty. Większość Polaków niechętnie podchodzi do aborcji, jasne powiedzenie, że ellaone jest pigułką śmierci raczej nie przyczyniłoby się do jej szczególnej popularności. Jeśli więc nie chce się problemów to lepiej ukryć fakty. A jako że nasi jaśnie oświeceni postępowcy o ludzkiej płodności wiedzy nie mają (bo nauczono ich jedynie brać pigułki, ewentualnie wciągać na siebie gumowe skafanderki), to można im ściemniać do woli. Jedynym problemem są wredni katole, którzy nie tylko znają się na płodności, ale do tego umieją czytać ze zrozumienie. Ale ich zawsze można próbować zakrzyczeć. I to się właśnie dzieje. 

piątek, 14 listopada 2014

Homo-konkubinaty koniem trojańskim rozkładającym życie społeczne!

Są rzeczy, o których wciąż na nowo trzeba przypominać. I dobrze, że są hierarchowie katoliccy, którzy mają odwagę to robić. Ostatnim tego przykładem jest mocna wypowiedź kard. Angelo Bagnasco na temat rzekomego prawnego kompromisu w kwestii homo-konkubinatów.

Kardynał przypomniał ostro, że plany włoskiego rządu, który próbuje wprowadzić do prawa związki osób tej samej płci, określając je mianem „kompromisowych”, są w istocie „koniem trojańskim”, który ma umożliwić mocne zmiany we włoskim życiu społecznym i prawie.
- To nieodpowiedzialne osłabianie rodziny poprzez tworzenie nowych, prawnych rozwiązań służących kulturowemu i społecznemu pomniejszaniu wartości fundamentalnych dla osoby ludzkiej – mówił kardynał w mocnym wywiadzie dla „Corrirere della Sera”.
Hierarcha podkreślił, że doświadczenia z zagranicy nie pozwalają na wątpliwości: rozróżnienia między „małżeństwami” a homokonkubinatami są pozorne, i służą jedynie ukrywaniu przed ludźmi prawdziwych celów zmian. Mówienie o homokonkubinatach jest więc jedynie rodzajem „konia trojańskiego”.
Kard. Bagnasco ostro protestował także przeciwko używaniu przez homo-aktywistów do swoich celów dzieci. - One nie istnieją by zaspokajać pragnienia dorosłych, ale są najbardziej wrażliwymi i delikatnymi osobami, które mają prawo do posiadania ojca i matki – mówił kardynał. 

Tomasz P. Terlikowski

piątek, 24 października 2014

Synod prawdziwy, a nie medialny, czyli otwartość na życie i wielodzietność jest normą!

Gdy powoli opada już pył po wykreowanym w mediach synodzie nadchodzi czas, by zająć się tym prawdziwym. A on niewiele ma wspólnego z doniesieniami medialnymi i tym, co opowiadali liberalni i nieortodoksyjni hierarchowie. Część z zawartych w nim tez może zaszokować dotkniętych mentalnością antykoncepcyjną katolików.


Takim fragmentem są te słowa poświęcone otwartość na życie. Trudno w nich znaleźć choćby ślady liberalizmu, zamiast tego mamy w nim niezwykle mocne potwierdzenie wartości otwarcia na życie. „Otwarcie na życie jest istotnym wymogiem miłości małżeńskiej” - podkreślają Ojcowie Synodu.

Znaczenie tych fragmentów można zrozumieć dopiero, gdy przeczyta się je w całości. „Nietrudno stwierdzić szerzenie się mentalności, sprowadzającej rodzenie życia do zmiennej planowania indywidualnego lub pary małżeńskiej. Czynniki o charakterze ekonomicznym odgrywają rolę niekiedy rozstrzygającą, przyczyniając się do silnego spadku przyrostu naturalnego, co osłabia tkankę społeczną, zagraża więzi między pokoleniami i czyni mniej pewnym spojrzenie w przyszłość. Otwarcie na życie jest istotnym wymogiem miłości małżeńskiej. W świetle tego Kościół popiera rodziny przyjmujące, wychowujące i otaczające miłością dzieci inaczej uzdolnione. Również w tym kontekście należy wyjść od wysłuchania osób i przyznać słuszność pięknu i prawdzie bezwarunkowego otwarcia na życie jako tego, czego potrzebuje miłość ludzka, aby była przeżywana w pełni. To na tych podstawach może się wspierać właściwe nauczanie naturalnych metod odpowiedzialnego przekazywania życia. Pomaga to przeżywać w sposób zgodny i świadomy wspólnotę między małżonkami we wszystkich jej wymiarach, wraz z odpowiedzialnością za rodzenie. Odkryto na nowo orędzie encykliki "Humanae vitae" Pawła VI, która podkreśla potrzebę poszanowania godności osoby przy moralnej ocenie sposobów regulacji urodzin” - czytamy w punktach 57 i 58.

Co oznaczają te słowa? Odpowiedź jest niezwykle prosta. Otóż Ojcowie Synodu stwierdzili wprost, że w pełni przeżywana miłość małżeńska wymaga pełnego otwarcia na życie, i że z tej podstawy wyczytać można dopiero zasady odniesienia do NPR. Ten ostatni jest dopuszczalny, ale nie jako katolicka metoda unikania otwarcia na życie, ale jako wyjątek – wymagający usprawiedliwienia – od normy jaką jest płodność małżeństwa. Otwartość na życie (i często, choć z różnych powodów zdrowotnych czy życiowych nie zawsze – związana z nim wielodzietność) jest zatem dla Kościoła normą. A unikanie poczęcia, świadome uleganie mentalności antykoncepcyjnej jest czymś, co przeszkadza w pełnej realizacji ludzkiej miłości. Ciekawe, że akurat te słowa, jakimś dziwnym trafem, nie dotarły do opinii publicznej, że nikt się nimi nie zainteresował, a media nie wybiły ich na czołówki? Czyżby dlatego, że słowa te są niezgodne z obrazem jaki został wytworzony przez media, synodu liberalnego i odstępującego od doktryny? Niezależnie od odpowiedzi na te pytania jedno pozostaje oczywiste: trzeba czytać same dokumenty zamiast zadowalać się doniesieniami mediów.

Tomasz P. Terlikowski


czwartek, 23 października 2014

Czy arcybiskup Paglia chce niszczyć doktrynę i rodzinę?

Sygnały jakie płyną od nieortodoksyjnych hierarchów są coraz bardziej niebezpieczne. Sugerują one, ni mniej ni więcej, tylko tyle, że Kościół odrzuci nauczanie Pisma Świętego i Tradycję i popłynie kursem świata.

Tego, co dzieje się po Synodzie nie należy lekceważyć. Hierarchowie, którym z nauczaniem Kościoła jest nie po drodze już zupełnie otwarcie sugerują, że doktryna – zakorzeniona w Piśmie Świętym i Tradycji będzie zmieniana, a protesty chrześcijan i wiernych ortodoksji hierarchów będą lekceważone. To bardzo zły sygnał, który pokazuje, że części Ojców Synodu nie chodzi o Ewangelię, a o to, by ją odrzucić i by niszczyć małżeństwo i rodzinę.
Mocnym dowodem na takie intencje hierarchów są wypowiedzi arcybiskupa Vincenzo Paglii, przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Rodziny. - Zmiany się zaczęły, nie ma od nich odwrotu – mówi hierarcha i dodaje, że protesty przeciwko otwarciu wobec rozwodników i homoseksualistów nie zatrzymają nowego kursu. Hierarcha dodaje także, że zadaniem Synodu nie jest powtarzanie doktryny, tylko „analiza problemów ludzi”. Już samo przeciwstawienie doktryny Wiary życiu ludzkiemu pokazuje, że myślenie hierarchy jest mało katolickie. A inne jego słowa są tego mocnym potwierdzeniem. - Nie możemy zamykać się w twierdzy, która okopuje się w surowości zakazów - uzupełniał przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny. Hierarcha ten znany jest zresztą z tego, że odstępuje od doktryny, jeszcze za pontyfikatu Benedykta XVI przekonywał, że nie ma nic przeciwko wprowadzeniu do systemów prawnych związków osób tej samej płci.
Ta wypowiedź pokazuje niestety, że konieczna jest mobilizacja wierzących katolików. Niewierni doktrynie wiary hierarchowie muszą wiedzieć, że nie zgadzamy się z destrukcją rodziny i małżeństwa, że chcemy, by Kościół głosił prawdę, a nie herezje współczesnego świata. A samemu arcybiskupowi Paglii można by zasugerować, żeby zmienił nazwę swojego urzędu na Radę LGBT ds. Rozwodników i Homoseksualistów, tak żeby nikt nie miał wątpliwości, że z obroną rodziny i małżeństwa, a także z Ewangelią i Tradycją Kościoła niewiele ma ona wspólnego.
Tomasz P. Terlikowski

wtorek, 23 września 2014

To nie seks oralny szkodzi, a niewierność!

- Seks oralny szkodzi zdrowiu – donosi „Gazeta Wyborcza”, powołując się na onkologów. Ale w sensie ścisłym nie jest to prawda. Zdrowiu szkodzi bowiem niewierność małżeńska. I to trzeba powiedzieć zupełnie wprost.

Punktem wyjścia tekstu w „Gazecie Wyborczej” jest informacja o tym, że wzrasta, wśród niepalących i niepijących młodych osób liczba zachorowań na nowotwory głowy i szyi. Ich przyczyną jest zaś zmiana obyczajów seksualnych Polaków, a konkretniej seks oralny, za pomocą którego przenosi się wirus HPV. - Można więc powiedzieć, że seks oralny nie jest bezpieczny, niesie ze sobą ryzyko raka - podkreśla Stanisław Góźdź, dyrektor ŚCO. 

Z tą opinią trudno oczywiście polemizować, ale warto ją uściślić. Otóż warto pamiętać, że HPV jest wirusem niewierności małżeńskiej. Jeśli bowiem ktoś przez całe życie miał(a) jednego/jedną partnerkę, i dla której był(a) on(a) jedynym/jedyną partnerką, to w zasadzie nie powinien zachorować na nowotwory związane z HPV. Jednym słowem wierność chroni przed rakiem (a przynajmniej przed częścią jego form). 

Krzyki, pohukiwania, oskarżenia o oszołomstwo i katotaliban nie mogą tego zmienić. Wierność jest zwyczajnie elementem zdrowego trybu życia, a małżeństwo najlepszą jego gwarancją. Warto o tym pamiętać, zamiast zakrzykiwać dość oczywiste fakty opowieściami o talibach i biedakach, co to tylu rzeczy nie mogą.

Tomasz P. Terlikowski

niedziela, 4 maja 2014

Warto słuchać Weigla! „Nazizm, stalinizm, aborcjonizm mają wspólne źródła”

Ta sama doktryna, która uznaje pewne życia za „niewarte życia”, która leży u podstaw ludobójstwa nazistowskiego i stalinowskiego jest także źródłem holokaustu aborcyjnego i ruchu eutanazyjnego – podkreśla George Weigel.

George Weigel przemawiał podczas międzynarodowej konferencji pro life w Rzymie. I właśnie w jej trakcie przypomniał, jak dramatyczne skutki dla państwa i praw ludzkich ma uznanie przez państwo, że jakaś część jego obywateli może zostać pozbawiona prawa do życia, czyli fundamentalnego prawa człowieka.

- Jeśli jakieś państwo wyrzuca część członków wspólnoty ludzkiej – na przykład nienarodzonych – poza przestrzeń wspólnej troski i obrony prawnej, wówczas nikt nie jest już bezpieczny, bowiem nikt nie ma praw, których państwo mogłoby zawiesić – mówił amerykański teolog i filozof, co odnotował portal LifeSiteNews. - Rezultaty tego odrzucenia fundamentalnego prawa człowieka, jakim jest prawo do życia, były takie same zarówno w niemieckim narodowym socjalizmie jak i marksizmie-leninizmie: a było nim ludobójstwo – dodał Weigel.


Amerykański myśliciel dodał także, że jest „pewną tajemnicą” dlaczego zachodnie demokracje tak szybko zapomniały lekcję dwudziestowiecznych systemów totalitarnych i zliberalizowały swoje prawa odnośnie aborcji i eutanazji. - To trzeba powiedzieć, i to bez najmniejszego wahania, absolutnie fałszywa idea, że życie części osób jest mniej wartościowe niż życie innych i mniej godne prawnej i kulturowej obrony, jest fundamentem zgody na aborcję w naszych krajach, a obecnie zaraża politykę społeczną wobec starszych, na drugim końcu spektrum życia – dodał Weigel.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Co wie nawet dziecko, a nie wiedzą polscy biskupi!

- Naprawdę potrzebujecie watykańskiego kardynała, żeby odpowiedział na to pytanie – powiedział do dziennikarzy LifeSiteNews kard. Francis Arinze. I dodał, że odpowiedź na to pytanie zna nawet dziecko.

- Czy to naprawdę jest trudne pytanie? – zastanawiał się kardynał Arinze. I dodawał, że jeśli ktoś ma wątpliwości w tej sprawie powinien udać się do szkoły i zapytać o to dzieci przygotowujące się do Pierwszej Komunii.

- Wyjaśnij im problem – mówił kardynał. - One zapytają: co to jest aborcja? A ty odpowiadając nie używaj eufemizmów, ale powiedz im, że jest to zabicie dziecka przed narodzinami w łonie matki. A potem zadaj im pytanie, czy osoba, która wspiera zabijanie takich dzieci może przystępować do Komunii? - mówił kardynał. Odpowiedź może być tylko jedna, i taka też – gdy pewien proboszcz zadał takie pytanie – była. - Nie, nie może – krzyczały dzieci w jednej ze szkół. - Te dzieci nie studiowały teologii dogmatycznej na Katolickim Uniwersytecie Ameryki ani na Gregoarianie w Rzymie, ale wiedziały, że zabijanie nienarodzonych jest złe – dodał kardynał.

Szkoda tylko, że to, co jest jasne i oczywiste dla pierwszokomunijnych dzieci, nie jest takie dla hierarchów polskiego Kościoła. Na razie bowiem politycy, a mówię o tych, którzy określają się mianem katolików, którzy opowiedzieli się za zabijaniem niepełnospranych dzieci, i których głosami odrzucono ustawy całkowicie zakazujące zabijania i zabijania dzieci niepełnosprawnych, nadal mają się świetnie. Prezydent Bronisław Komorowski, który otwarcie zapowiedział, że jeśli nawet Sejm przyjmie ustawę zakazując aborcji eugenicznej to on ją zawetuje, też nie ma najmniejszych problemów z przyjmowaniem Komunii... A przecież dla każdego, nawet bez studiów teologicznych, jest chyba oczywiste, że zabijanie jest złe... Tyle, że w Polsce nic z tego nie wynika.