Zamrożenie głowy
23-letniei Kim Suozzi, która zmarła w 2012 roku na raka mózgu ma umożliwić jej
technologiczne „życie wieczne”. Tak przynajmniej przekonują specjaliści z
Alcor.
Nie, nie będę się
z tego natrząsał. Ludzie uciekają w różne nadzieje, byle tylko nie pogodzić się
z własną śmiertelnością i nie zwrócić do Jezusa, który jako jedynym może dać im
życie wieczne. Trudno jednak nie zająć się historią, zaprezentowaną w dość
łzawym stylu przez „New York Timesa”, bowiem jak w soczewce skupiają się w niej
niemal wszystkie cechy naszej współczesności i jej stosunku do wiary. 23-letnia
Kim umarła na raka mózgu, ale jej głowę zamrożono (za 80 tysięcy dolarów),
bowiem eksperci od transhumanizmu przekonali ją, że kiedyś w przyszłości dane z
jej mózgu będzie można przerzucić do komputera, który stanie się siedzibą jej
świadomości. Jej nowym ciałem stanie się zaś robot obsługiwany przez komputer.
Absurdalne?
Niestety tak. I to nie tylko z punktu widzenia teologii, ale także
neurobiologii, co doskonale w znakomitym tekście „The Falsce Science ofCrionics” zamieszczonym na łamach „Technology Review” pokazał Michael Hendricks z McGill
University. Istotne są także pytania filozoficzne, które wzmiankuje w tekście
neuronaukowiec, czyli fundamentalny problem, czy sama świadomość jest
człowiekiem? Jakie znaczenie ma nasza cielesność dla naszej świadomości? I
wreszcie czy można być tym samym człowiekiem bez ciała, i w dwóch zupełnie
różnych wydaniach. Nasza intuicja jest tu absolutnie jednoznaczna, i co ciekawe
zgodna z odkryciami neuronaukowców: cielesność ma znaczenie, a mózg nie jest i
nie może być traktowany jako samodzielny podmiot, czy jako zadziwiająco pojemny
dysk twardy z danymi świadomości. Niewiarygodnie (choć to akurat może się
zmienić) brzmią również zapewnienia o tym, że w dającej się przewidzieć przyszłości
uda się zbudować komputer, który pomieści na swoim twardym dysku dane z naszego
mózgu. Szacowana jego zawartość to bowiem… 1.3 miliarda terabajtów, a wszystkie
twarde dyski świata mają mniej więcej 2.6 miliarda terabajtów pamięci.
Wszystko to nie pozostawia wątpliwości, że bajania transhumanistów czy
„ekspertów” od zamrażania, by zachować życie, można włożyć między bajki. Bajki
te są jednak niezmiernie groźne, bowiem pozwalają ludziom uciekać od
świadomości śmierci. Ta zaś, wbrew temu, co może się wydawać, ma znaczenie,
bowiem ustawia życie moralne, uświadamia, że czas ma znaczenie, i że nic nie
jest nieskończone, i wreszcie pozwala człowiekowi doświadczyć swojej
ograniczoności. „Ludzka” technologiczna nieśmiertelność byłaby zresztą, co doskonale
pokazał Michel Houellebecq śmiertelną nudą, z której każdy chciałby uciec, a
nie wiecznym szczęściem. To ostatnie znaleźć można, i nie ma tego, co ukrywać,
nie w technologii, nie w oszustwach, ale w… chrześcijaństwie, które oferuje nie
tyle przerzucenie naszej tożsamości na komputer, czy jakieś wieczne
uduchowienie, ale wieczność we własnym zmartwychwstałym ciele. Transhumanizm
jest kolejną próbą odebrania ludziom tej nadziei i zastąpienia jej fałszem „wybawienia
od śmierci przez technologię”. I właśnie dlatego jest tak bardzo niebezpieczny.
Tomasz P. Terlikowski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz