Jestem rozerwany. Z jednej strony zachwyciło mnie wezwanie do rzeczy małych w homiliach Ojca Świętego, a z drugiej zastanawia brak mocnego, nie tylko w symbolach, ale także w słowach wsparcie dla walki o normalną rodzinę i życie ludzkie.
Takich słów w ustach Ojca Świętego nigdy za wiele. - Świętość jest zawsze związana z małymi gestami. „Kto wam poda kubek wody w imię moje, nie utraci swojej nagrody”, mówi Jezus (por. Mk 9,41). Tych małych gestów uczymy się w domu, w rodzinie; gubią się one pośród wszystkich innych rzeczy, jakie robimy, ale sprawiają, że zmianie ulega dzień powszedni. Są to ciche rzeczy dokonywane przez matki i babki, przez ojców i dziadków, przez dzieci. Są to małe oznaki czułości, miłości i współczucia. Jak ciepła kolacja, na jaką cieszymy się wieczorem, wczesny obiad czekający na kogoś, kto wstaje wcześnie, aby iść do pracy. Swojskie gesty. Jak błogosławieństwo zanim położymy się spać czy też uścisk, gdy wracamy po ciężkim dniu pracy. Miłość ukazuje się przez małe rzeczy, przez dbałość o małe codzienne znaki, które sprawiają, że czujemy się jak w domu – mówił papież. I to zachwyca.
Ale z drugiej strony wciąż mnie zastanawia, dlaczego nie było wsparcia dla tych katolików, którzy walczą o nierozerwalność małżeństwa czy o to, by nie nazywać nim czegoś, co nie jest i nie może nim być. Tak wiem były pewne odwołania, były pewne gesty, ale nie brzmiało to z mocą proroka, którym papież potrafi przecież być.
Tomasz P. Terlikowski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz